Nieszczęśliwa Austria

November 5th, 2008

W okresie poprzedzającym długie rządy cesarza Franciszka Józefa mawiano, że „szczęśliwa Au­stria” powinna tylko znaleźć odpowiednie partie dla synów i córek panującej dynastii Habsbur­gów, aby pozostać europejskim mocarstwem. W XIX w. ta opinia nie miała już racji bytu.

Ogłoszony cesarzem w grudniu 1848 r. Fran­ciszek Józef tchnął nową siłę w wiekowe mocar­stwo. Gdy poślubił Elżbietę Bawarską, wszystko wskazywało, że młoda para ma przed sobą dłu­gie i szczęśliwe życie. Jednak Franciszek Józef, pracowity autokrata, był bezsilny wobec zjedno­czenia Niemiec i tragedii osobistych.

Po upokarzającej porażce z parweniuszow-skim królestwem niemieckim poniesionej w 1866 r., Austria nie była w stanie zapobiec procesom zjednoczeniowym Niemiec pod rząda­mi pruskich Hohenzollernów. Gdy w 1871 r. proklamowano Cesarstwo Niemieckie, potęga Austrii została przyćmiona.

Samobójstwo jedynego syna, arcyksięcia Ru­dolfa, w styczniu 1889 r., nie było pierwszą ani ostatnią tragedią w życiu Franciszka Józefa. Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych toczyła się wojna secesyjna, brat cesarza Maksymilian z inicjatywy Francji został marionetkowym władcą Meksyku. Kiedy jednak Francja wycofa­ła swe poparcie, Meksykanie rozstrzelali Mak­symiliana (powyżej). W 1898 r., podczas pobytu w Genewie, ukochana cesarzowa Elżbieta zginę­ła z ręki włoskiego anarchisty. Następca tragicz­nie zmarłego Rudolfa, Franciszek Ferdynand, bratanek cesarza, został zastrzelony 28 czerwca 1914 r. w Sarajewie. Zamach ten był bezpośred­nią przyczyną wybuchu I wojny światowej, któ­rej nie przetrwał ani Franciszek Józef, ani jego mocarstwo. Cesarz zmarł w wieku 86 lat, 21 li­stopada 1916 r., kilka tygodni przed 68. roczni­cą wstąpienia na tron. Austro-Węgry, pokonane przez siły alianckie, rozpadły się na wiele nieza­leżnych państw. Następca Franciszka Józefa, syn jego bratanka, rządził krótko jako Karol I, a następnie został skazany na wygnanie.

Wszystko, tylko nie prawda

November 5th, 2008

Choć oficjalnie podano kilka przyczyn śmierci Rudolfa - wylew krwi do mózgu, zawał serca, przypadkowy postrzał i wreszcie samobójstwo w stanie „silnego rozstroju psychicznego” -Franciszek Józef był zdecydowany nie dopuścić do opublikowania pełnej wersji wydarzeń. „Wszystko jest lepsze od prawdy” - powiedział.

Mayerling jest obecnie siedzibą zakonu kar­melitów, a w komnacie, w której zginęli arcyksią-żę Rudolf i Maria von Vetsera, urządzono klasz­torną kaplicę. Przebieg wydarzeń poprzedzają­cych tragedię z 30 stycznia 1889 r. najprawdopo­dobniej na zawsze pozostanie tajemnicą.

Uhonorowany po śmierci

November 5th, 2008

Po przeprowadzeniu sekcji zwłok Rudolfa na­dworny lekarz orzekł, że w chwili śmierci na­stępca tronu miał znacznie zachwianą równowa­gę psychiczną. Jako niepoczytalny nie mógł więc odpowiadać za to, iż popełnił samobójstwo. W związku z tym kler nie miał prawa sprzeci­wiać się pochowaniu arcyksięcia w rodzinnej krypcie Habsburgów w kościele ojców Kapucy­nów. Ciało Rudolfa, ubrane w biały generalski

mundur, z głową zawiniętą dla ukrycia straszli­wej rany, zostało wystawione w dworskiej kapli­cy. Tysiące ludzi przedefilowało przed trumną, aby obejrzeć zwłoki następcy tronu i oddać mu cześć. Elżbieta i Stefania bardzo ciężko przeży­wały stratę syna i męża i nie były w stanie opu­ścić swych komnat. Franciszek Józef pozostał przy swoim biurku, osobiście sprawdzając wszystkie listy z podziękowaniami za kondolen-cje, które w jego imieniu pisali sekretarze; kiero­wał też przygotowaniami do uroczystości żałob­nych planowanych na 5 lutego.

Zagraniczni goście nie brali udziału w ceremo­nii pogrzebowej. Oznajmiono im, że „podczas tej pełnej smutku żałobnej uroczystości” cesarz ży­czy sobie mieć wokół siebie Jedynie najbliższą rodzinę”. Wiele taktu i zarazem zdecydowania wymagało przekonanie cesarza Niemiec, Wilhelma II, by zrezygnował z udziału w pogrzebie. „Przyjmij nasze najserdeczniejsze podziękowa­nia za okazaną nam przyjaźń i za gotowość przy­jazdu do Wiednia - napisał Franciszek Józef do kaizera Wilhelma. - Fakt, iż proszę cię, abyś te­go nie czynił, dobitnie świadczy o tym, jak bar­dzo jesteśmy zdruzgotani, skoro musimy zwra­cać się z taką prośbą nawet do ciebie”. Jedynymi zagranicznymi koronowanymi głowami zapro­szonymi do Wiednia na pogrzeb byli rodzice Ste­fanii - król i królowa Belgów.

Jednakże zakaz udziału w uroczystościach po­grzebowych Rudolfa nie dotyczył tysięcy zwy­kłych mieszkańców cesarstwa, którzy we wto­rek, 5 lutego, zapełnili ulice Wiednia na trasie przejazdu karawanu wiozącego ciało arcyksięcia z pałacu do kościoła Kapucynów. Panującą ciszę przerywało żałobne bicie kościelnych dzwonów, stukot kopyt koni wojskowej gwardii honorowej oraz skrzypienie kół karet wiozących rodzinę Habsburgów.

Zgodnie z prastarym zwyczajem marszałek dworu złotym berłem zastukał do drzwi kościo­ła. - „Kto tam?” - zapytał ze środka zakonnik. - „Rudolf, prawowity następca tronu” - odpo­wiedział marszałek. Drzwi pozostały zamknięte również wtedy, gdy pytanie i odpowiedź padły po raz drugi. Kiedy zaś zakonnik zapytał po raz trzeci, marszałek odparł: „Wasz brat Rudolf. Biedny grzesznik”. Wówczas drzwi otworzyły się i żałobnicy mogli już wprowadzić trumnę do ko­ścioła. Tam odprawione zostało skromne nabo­żeństwo, a po jego zakończeniu cesarz, wbrew zwyczajowi, ukląkł przy trumnie syna i odmówił modlitwę. Później wstał, otarł łzy chusteczką i szybko opuścił kościół. Po pogrzebie zarządzo­no trzymiesięczną żałobę, która według ówcze­snej sztywnej dworskiej etykiety miała być kolej­no - „najgłębsza”, „głęboka” oraz „ograniczo­na”. Franciszek Józef miał przed sobą jeszcze ćwierć wieku autorytarnych rządów.

Niesamowita podróż

November 5th, 2008

Prawdziwą przyczynę śmierci syna Franciszek Józef poznał dopiero w czwartek, 31 stycznia ra­no. Szybko otrząsnął się z szoku i natychmiast wydał dwie nieodwołalne decyzje: bez względu na jakiekolwiek protesty ze strony duchownych Ru­dolf będzie miał kościelny pogrzeb; należy też jak najszybciej pozbyć się ciała Marii von Vetsera, a jej imię musi zniknąć podobnie jak ona sama.

Aby nie wyszło na jaw, że w Mayerlingu oprócz Rudolfa zginęła jeszcze inna osoba, na miejsce tragedii nie przysłano karawanu, natomiast w czwartek po południu dwóch wujów Marii przyjechało po jej zwłoki karetą. Z twarzy baro­nówny zmyto zakrzepłą krew, jej kompletnie ubrane ciało, sztywniejące już z powodu stężenia pośmiertnego, w płaszczu i kapeluszu „przepro­wadzono” z zamku do powozu i posadzono mię­dzy wujami. Kij od szczotki umieszczony na ple­cach pod suknią zmarłej kobiety zapobiegał przewróceniu się jej zwłok w trakcie krótkiej po­dróży do klasztoru Heiligenkreuz, gdzie Maria miała być samotnie pochowana.

Policjant stojący przy bramie opisał później wstrząs, jakiego doznał tej nocy: „Zegar wybijał właśnie północ, kiedy z ciemności wyłoniła się kareta, a nie karawan, jak się spodziewałem. Podszedłem bliżej, żeby zobaczyć, któż to taki, i oczom moim ukazał się iście piekielny widok. Na tylnym siedzeniu między dwoma mężczyzna­mi siedziała Maria von Vetsera, zupełnie ubrana i wyprostowana. I do tego całkiem martwa!”

Gdy potajemny pogrzeb dobiegł końca, oficer odpowiedzialny za całą akcję wysłał do Wiednia telegram z umówionym hasłem: „Wykonano”. Nikt nie sporządził aktu zgonu, dopiero kilka ty­godni później w parafialnym rejestrze pojawił się wpis o śmierci Marii von Vetsera. Jedna z pro­wincjonalnych gazet zamieściła nie zauważoną przez cesarską cenzurę informację, że baronów­na von Vetsera zmarła nagle w Wenecji i została pochowana w rodzinnej posiadłości w Czechach. Jednakże dopóki Franciszek Józef był cesarzem Austro-Węgier, w jego imperium nazwisko tra­gicznie zmarłej młodej kobiety nigdy nie pojawi­ło się w druku.

Powód

November 5th, 2008

Następca tronu napisał kilka listów pożegnal­nych - do matki, do żony, do Mitzi Caspar, do swego lokaja Loschka. W żadnym z nich nie ujawnił jednak motywów swego samobójstwa. „Uwolniłem cię od siebie i od moich cierpień -skreślił w liście do Stefanii. - Ze spokojem decy­duję się na śmierć, albowiem tylko w ten sposób mogę uratować swe dobre imię.” Poprosił, aby nad jego ciałem ksiądz odmówił modlitwę. Nie omieszkał też podziękować Loschkowi za długo­letnią wierną służbę. „Nie mam prawa żyć - na­pisał do cesarzowej Elżbiety, prawdopodobnie tuż po zastrzeleniu Marii von Vetsera. - Zabi­łem…”. Wyraził również życzenie, aby pochowa­no go razem z kochanką w pobliskim klasztorze Heiligenkreuz.

Do Franciszka Józefa Rudolf nie napisał. Być może sędziwy cesarz nie potrzebował żadnych wyjaśnień. Wszelkie motywy tej tragedii musiały zapewne wypłynąć w ostatniej burzliwej rozmo­wie między ojcem i synem, do której doszło 4 dni wcześniej.

Ostatnia schadzka w Mayerlingu

November 5th, 2008

Rudolf zdołał jakoś przetrwać dwa kolejne dni. W sobotę odbyła się w pałacu uroczysta kolacja dla uczczenia rocznicy urodzin niemieckiego ce­sarza, w niedzielę zaś z tej samej okazji przyjęcie urządziła ambasada Niemiec. Na tej drugiej uro­czystości doszło do niezręcznej sytuacji, gdy Ma­ria von Vetsera w trakcie prezentacji przed obli­czem żony następcy tronu, księżnej Stefanii, zwlekała z ukłonem wystarczająco długo, aby na sali zapanowała kompletna cisza. Po przyjęciu Rudolf pojechał do Mitzi Caspar i został u niej do godziny trzeciej nad ranem. Powiedział jej, że te­go samego dnia wybiera się na - jak to określił -ostatnie polowanie. Przy pożegnaniu uczynił na czole Mitzi znak krzyża.

W poniedziałek, 28 stycznia, przed południem dwie karety w odstępie pół godziny wyruszyły z Wiednia tą samą trasą. W pierwszej jechała Maria von Vetsera, w drugiej Rudolf, dyskretnie śledzony przez tajną policję. Gdy kareta arcy-księcia zwolniła przy wjeździe w gęsty zagajnik, następca tronu zwinnie wyskoczył i zniknął w zaroślach. Kiedy cesarski pojazd zawrócił i po­pędził z powrotem do Wiednia, obstawa podąży­ła za nim. Rudolf zaś doszedł do nieczynnej zimą gospody, obok której czekała na niego w swojej karecie Maria von Vetsera. Kochankowie, urado­wani, że tak łatwo wyprowadzili w pole cesar­skich szpiegów, pojechali dalej do Mayerlingu, gdzie dotarli tuż przed zmrokiem.

We wtorek rano w Mayerlingu zjawili się go­ście następcy tronu, którzy przybyli na polowa­nie. Nie zostali oni jednak powiadomieni o obec­ności baronówny. Rudolf, udając przeziębienie, nie wybrał się na polowanie, a po południu wy­słał do Stefanii depeszę, tłumacząc, że niedyspo­zycja uniemożliwia mu powrót do pałacu i wzię­cie udziału w dworskiej kolacji. Arcyksiążę po­prosił żonę, by w jego imieniu ,jak najuprzej­miej” przeprosiła cesarza. Zapowiedział też, że pozostanie w Mayerlingu jeszcze jeden dzień.

Podczas kolacji z przyjaciółmi następca tronu zdawał się być w dobrym humorze. Około dzie­wiątej goście opuścili Rudolfa i przeszli do innej części budynku. Wkrótce w jadalni zjawiła się Maria von Vetsera i, zniecierpliwiona, zażądała dla siebie posiłku. Miała na sobie nieco sfatygo­waną suknię, tę samą, w której poprzedniego dnia przyjechała z Wiednia. Przy dźwiękach po­pularnych melodii śpiewanych przez jednego ze służących Rudolf i Maria, sprawiając wrażenie szczęśliwych, przesiedzieli razem do wczesnych godzin środowego poranka, kiedy to arcyksiążę nakazał, aby nikt mu nie przeszkadzał, i udał się z młodą baronówną do swej sypialni.


biurowiec Śmigłego Rydza - wyszukiwarka - brąz - alveo - Strona mojego miasta - Włatcy Móch - krzesła biurowe - opony warszawa - imprezy integracyjne - Kredyty Samochodowe - Gry Dla Dziewczyn - Catch Me If You Can - Chłodnice - Gadżety - Życzenia Noworoczne